Żabie uda, raki i ślimaki
Gdy to widzę, to mnie zaraz mdli
Egzotyczne, dzikie te zwierzaki
Najwyraźniej nie pasują mi
Żabia nóżka raczej nieciekawa
Łatwo wyrwać, złamać nóżkę tą
Żabia nóżka taka chuderlawa
Za to moja noga jest jak dzwon
Jest bardzo wesoło
Szwedzki stół się gnie
Leci kupa śmieci
Wszyscy bawią się
Impreza na medal
Leję sobie w szkło
Tego i owego
A także to tamto
Przełamuję niechęć do ślimaka
A w marzeniach jestem sam na sam
Z tym facetem, który nie wie
Że posiada klucz do raju bram
Czy wypijesz ze mną słodkie wino
Spójrz w me oczy, a zobaczysz, że
rzucimy na grilla żar - kiełbaski dwie
Do białego rana zabawimy się
Bandanamera, napadła banda na mera
u jubilera, napadła banda na mera.
Wzruszeni, wzburzeni szczerze,
wam kablujemy po drutach,
depesze o naszym merze,
który sie kochał w biżutach.
I kiedy w ubiegły wtorek,
do jubilera niósł worek.
Bandanamera, napadła banda na mera
u jubilera, napadła banda na mera.
Interpol ręce umywa,
Herbapol biedny mer łyka,
gangsterów banda złośliwa,
wciąż przed pościgiem umyka,
mer nam podupadł ze zdrowiem,
miasto jest w strachu albowiem
Bandanamera, napadła banda na mera,
łapta ją tera, panowie łapta ją tera.