Pytają przy deserze
i u piekielnych bram.
Co nam ten rok zabierze
a co daruje nam?
Kobieta grzechy pierze
a Bóg zamyka kran.
Co nam ten rok zabierze
a co daruje nam?
Zielonej stratosferze
przybyło kilka plam.
Co nam ten rok zabierze
a co daruje nam?
Czernieją miejskie wieże
nie widać pan czy cham.
Co nam ten rok zabierze
a co daruje nam?
Rogata młodość znika,
nadchodzi szary czas.
nieczęsto już muzyka
do tańca budzi nas.
Już pokolenie młode
dobiera nowy ton
i jutro pójdzie w szkodę
u boku nowych żon...
Robimy się jak skała,
każdy jest w nocy sam.
Co nam ten rok zabierze
a co daruje nam?
Za nasze polskie życie,
za takie, jakie jest,
wypijmy wódki łyczek
z domieszką cichych łez...
Wypijmy wódki łyczek
z domieszką cichych łez...
Czas upływa, lat przybywa,
bądźmy szczerzy.
Już nie spojrzy na mnie
junior, ni harcerzyk.
Ale nie jest źle, póki co,
bo się jeszcze chce śpiewać choć
czas umyka i nie wnika,
łże psychika.
Nie u wszystkich taka mocna,
jak u byka.
Odliczając dni, brzydko klniesz,
lat przybywa i pytań też.
Jaka będzie dalsza wersja życiorysu,
i czy będzie ów życiorys wart opisu.
Każdy wrak czuje brak,
głowa, jak pusty bak,
z panienkami też już nie tak.
Komuś broda nie chce rosnąć,
jak należy.
Tak to bywa, gdy się zbyt
wysoko mierzy.
Ale nie jest źle, póki co,
bo się jeszcze chce śpiewać choć,
z perspektywy bardziej śmieszy,
a mniej boli.
Czas używa raczej cukru, niźli soli.
Niby nie jest źle, póki co,
bo się jeszcze chce wierzyć w to,
że najlepsze jeszcze będzie,
że przed Tobą, że nie minie i
nie przejdzie mimo, obok.
Znowu masz nowy frak.
Głowa, jak pełny bak,
i panienka znów mówi tak.
Czas upływa, lat przybywa,
bądźmy szczerzy.
Już nie spojrzy na mnie
junior, ni harcerzyk.
Każdy wrak czuje brak,
głowa, jak pusty bak,
z panienkami też już nie tak.
Czas upływa, lat przybywa,
bądźmy szczerzy.
Już nie spojrzy na mnie
junior, ni harcerzyk.
Czas upływa, lat przybywa...