Zapisz swoję ulubione piosenki Maryla Rodowicz

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Dzień dobry kochanie na łące,

dzień dobry kochanie na polu.
To żółte na górze to słońce,
powiedz czy oczy nie bolą.
Ach skąd, ach skąd...
Dzień dobry kochanie w pokoju,
dzień dobry kochanie przy kawie.
Patrz ludzie się wcale nie boją,
powiedz czy ładnie w Warszawie.
Ach skąd,ach skąd, ach skąd...
Dzień dobry kochanie w kochaniu,
dzień dobry kochanie w zaśnięciu.
To białe na niebie to anioł
więc zaśnij nim zliczysz do pięciu.
Dzień dobry kochanie w rozłące,
dzień dobry kochanie w rozstaniu.
Początek czasami jest końcem,
mądre cyganki nie kłamią.
Ach skąd, ach skąd, ach skąd...









Z wielu pieców się jadło chleb      

Bo od lat przyglądam się światu
Czasem rano zabolał łeb
I mówili zmiana klimatu

Czasem trafił się wielki raut
Albo feta proletariatu
Czasem podróż w najlepszym z aut
Częściej szare drogi powiatu

Ref.:
Ale to już było i nie wróci więcej
I choć tyle się zdarzyło to do przodu
Wciąż wyrywa głupie serce


Ale to już było, znikło gdzieś za nami
Choć w papierach lat przybyło to naprawdę
Wciąż jesteśmy tacy sami

Na regale kolekcja płyt
I wywiadów pełne gazety
A oknami kolejny świt
I w sypialni dzieci

One lecą droga do gwiazd
Przez niebieski ocean nieba
Ale przecież za jakiś czas
Będą mogły same zaśpiewać

Ref.










Kolejną noc, jak stary pies

W obroży z pordzewiałych gwiazd
Jeszcze się łasi, skamle, rwie
Lecz dzisiaj nie dopadnie nas
- Na dzisiaj pas

Już się nie wgryzie, nie te dziąsła
Nie będzie drapać, jęczeć, kąsać
Choćby szarpała aż do świtu
Nie wyrwie z gardeł tamtych krzyków
- Już po capstrzyku

Może nie trzeba było tak
Szaleńczo w górę, w górę grzać
I zgarniać, chwytać, łapać, brać
Bo zaraz amen, klezmer grać
Może nie trzeba było tak
Lecz po kropelce, po maluchu
Sączyć to życie, a nie chlać
- Gdziekolwiek, z gwinta

Musimy przeżyć to, przetrzymać
Choćby perliło się spod rzęs
By jeszcze z tego życia wyrwać
Soczysty, krwisty kęs

Przysięgam, miesiąc, góra dwa
Najdalej tuż po świętach
Ja będę z tobą, niech to szlag
Znów będę - wniebowzięta!

Może nie trzeba było tak
Szaleńczo w górę, w górę grzać
I zgarniać, chwytać, łapać, brać
Bo zaraz amen, klezmer grać
Może nie trzeba było tak
Lecz po kropelce, po maluchu
Sączyć to życie, a nie chlać
- Gdziekolwiek, z gwinta

I znowu odpalimy ostro
Choćby to pożreć miało nas
Choćby groziło stosem, chłostą
Zagramy jeszcze raz!

I z lodem na parzących skroniach
Do bólu szarpiąc każdą strunę
Zdążymy, choćby biły gromy
Zaliczyć każdą chmurę

A może trzeba właśnie tak
Szaleńczo w górę, w górę grzać
I zgarniać, chwytać, łapać, brać
Bo zaraz amen, klezmer grać
A może trzeba właśnie tak
I nie po kropli, po maluchu
Sączyć, lecz chlać to życie, chlać
- A choćby z gwinta!