Baj, baj, baj, baj! - odpływam
Z biletem w jednÄ… stronÄ™.
Zmęczenia koniec, koniec dręczenia -
Znajdź sobie nowy obiekt.
baj, baj, baj, baj! - odpływam
Z biletem bez powrotu.
Męską ambicję gdzie indziej wyżywaj -
Ja spływam - pa! pa! - ja się zmywam!
Przesyłać ci będę puste koperty -
Niech myślą, że miłość wciąż trwa.
Pomysł jest nie mój, jest z innej piosenki -
Dla takich naiwnych jak ja.
Buty na nogi, makijaż na twarz -
Ciao, amore mio!
Kamyk zielony nic nie jest wart,
TandetÄ™ zostawiam, adio!
Buty na nogi, makijaż na twarz -
Ciao, ciao amore!
Kamyk zielony nic nie jest wart,
Tandety ze sobÄ… nie biorÄ™!
baj, baj, baj, baj! - odpływam
Z biletem w jednÄ… stronÄ™.
Męczenia koniec, koniec dręczenia -
Znajdź sobie nowy obiekt.
baj, baj, baj, baj! - odpływam
Z biletem bez powrotu.
Męską ambicję gdzie indziej wyżywaj -
Ja spływam - pa! pa! - ja się zmywam!
Żegnaj więc, żegnaj,
Bądź wreszcie szczęśliwy -
Pa! Ciao amore!
PakujÄ™ do torby
Swe stare sukienki,
Niczego twojego nie biorÄ™.
Buty na nogi, makijaż na twarz -
Ciao, amore mio!
Kamyk zielony nic nie jest wart,
TandetÄ™ zostawiam, adio!
Buty na nogi, makijaż na twarz -
Ciao, amore mio!
Kamyk zielony nic nie jest wart,
TandetÄ™ zostawiam, adio!
Baj, baj, baj, baj, baj, baj!
Baj, baj, baj, baj, baj, baj!
Baj, baj, baj, baj, baj, baj!
Baj, baj, baj, baj, baj, baj!
Baj, baj!
Będzie to, co musi być
Wsłuchaj się w pierwotny rytm
Zsynchronizuj z ziemiÄ… puls
Zdarzeń nie przyspieszy nic
Biegłem, przecinając mrok
PotykajÄ…c siÄ™ co rusz
On dosłownie jakby obcy - własny cień
Ksieżyć z lekka drwił
Dogonić chciałem przyszłość
Zdemaskować boski plan
Chciałem spotkać siebie z przyszłych dni
Sprawdzić, czy szczęśliwy ze mnie gość
Będzie to, co musi być
Wsłuchaj się w pierwotny rytm
Zsynchronizuj z ziemiÄ… puls
Zdarzeń nie przyspieszy nic
Biegłem, jak szalony w mrok
Uliczkami z kocich głów
A odgłos moich kroków
Płoszył sny dzieci, mężów, żon
Dogonić chciałem przyszłość
Zdemaskować boski plan
Chciałem spotkać siebie z przyszłych dni
Sprawdzić, czy wciąż ją przy sobie mam
Będzie to, co musi być
Wsłuchaj się w pierwotny rytm
Zsynchronizuj z ziemiÄ… puls
Zdarzeń nie przyspieszy nic
Minął sierpień, minął wrzesień.
Znów październik i ta jesień
Rozpostarła melancholii mglisty woal.
Nie żałuję letnich dzionków,
Róż, poziomek i skowronków.
Lecz jednego, jedynego jest mi żal.
Addio, pomidory!
Addio, ulubione
Słoneczka zachodzące
Za mój zimowy stół!
Nadchodzą znów wieczory
Sałatki nie jedzonej,
Tęsknoty dojmującej
l łzy przełkniętej wpół.
To cóż, że jeść ja będę zupy i tomaty,
Gdy pomnę wciąż wasz świeży miąższ
W te witaminy przebogaty.
Addio, pomidory!
Addio, utracone!
Przez długie złe miesiące
Wasz zapach będę czuła.
Owszem była i dziewczyna,
l miłości pajęczyna,
Co oplotła drżący dwukwiat naszych ciał.
Porwał dziewczę zdrady poryw
l zabrała pomidory
Te ostatnie com schowane przed nią miał.
Addio, pomidory!
Addio, ulubione
Słoneczka zachodzące
Za mój zimowy stół!
Nadchodzą znów wieczory
Sałatki nie jedzonej,
Tęsknoty dojmującej
l łzy przełkniętej wpół.
To cóż, że jeść ja będę zupy i tomaty,
Gdy pomnę wciąż wasz świeży miąższ
W te witaminy przebogaty.
Addio, pomidory!
Addio, utracone!
Przez długie złe miesiące
Wasz zapach będę czuła.